- This topic is empty.
-
AutorWpisy
-
22 lutego 2022 dnia 10:24 #4088
admin
KeymasterBył sobie esio. Zakolegować się umiał. Miał gadane. Lubił ludzi demoralizować. Został dilerem. Typowy omega, grający w Quake i czytający komiksy do podusi. Nie mógł znieść, że nie może sobie podporządkować mądrzejszych od siebie, a życie w luksusie (względnym) wymagało, by nasz 'bohatier’ podporządkowywał sobie silniejszych i mądrzejszych. Ktoś podsunął mu pomysł – jeśli cel nie da się podporządkować, pozbaw go możliwości płodzenia dzieci. W tym celu podstawiony policjant dał mu rurę z rzekomo zamkniętym w nim plutonem. Esio miał tylko przejechać tą rurą po ciele ofiary w okolicach krocza. I co? Ultrafiolet na spodniach celu pokazał, że Esio usiłował pozbawić człowieka możliwości płodzenia dzieci. Ksiądz Ci o tym nie opowie…
Uważam, że tak działa szajka katolicka. Podobnie do Żydów część kościoła zajmuje się sprzątaniem z padołu tych, którzy nie płacą na tacę. W ten sposób robią miejsce na planecie dla swoich. Tak działają Żydzi, tak działają katolicy. Jeśli nie chcesz brać w tym udziału, odpuść sobie. Ja uważam, że rywalizacja o ziemie, dobra, zasoby powinna być uczciwa – czyli pracujesz ciężko, ludzie Ci płacą za Twoją pracę, dzięki temu możesz sobie coś kupić np ziemię i dzięki temu znaleźć żonę i mieć dzieci. Ale nie specjaliści od wiary. Oni mają inne podejście. Oni pracować nie chcą. Oni wolą niszczyć ludzi pracy, nauki, bo nie są dość zdolni. Za to umieją zaryzykować jak nasz esio. Wybierz czy chcesz pracować czy chcesz brać udział w walkach religijnych o zasoby
Nie zrozumcie mnie źle. Nadal uważam, że do Kościoła w większości chodzą ludzie dobrzy, którzy nie zdają sobie sprawy co kryje się pod otoczką, którą widzimy. Czasem gdy chodziłem do kościoła i kolegowałem się z niektórymi kolegami, którzy dość mocno byli związani z kościołem, miałem wrażenie, że trafiłem jak mucha do muchołapki. Czyli tak jak muchę zwabia atrakcyjny dla niej zapach prosto w szpony mięsożernego kwiatu, tak niektórzy lgną do kościoła, gdyż wokół tej instytucji gromadzą się ludzie uczciwi, gdyż to co głosi kościół jest szlachetne, wspaniałe, wręcz utopijne. W moim odczuciu to co tam możemy zastać, różni się od tego co głosi Kościół. Można tam zastać narkotyki, niszczenie ludzi psychicznie itp. Ja uważam, że moja psychika została naruszona właśnie tam. W rodzinie naukowcy nie stwierdzili aż takich uszkodzeń nawet u osób, które przeżyły wojnę
Ja stawiam tu tezy, których nie da się obalić, bo te sytuacje się nie powtórzą. Niektórzy powiązani z Kościołem lamią w swoim życiu prawo raz do trzech i to poważnie. W ten sposób usuwają ze swego życia jednostki im nieprzychylne lub po prostu nie dające się podporządkować i do tego podburzające przeciwko nim innych. Ci ludzie nigdy nie zaatakują Cię nożem w ciemnej uliczce, bo to by dla nich oznaczało wiezienie. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by taki ktoś dodał Ci hmmmm więcej cukru do herbaty lub namówić Cię do spożywania jedzenia, które Ci zaszkodzi w dłuższej perspektywie. Gdy nie będziesz jadł tego co Ci polecają, będą sprawiać, byś czuł się winny. Winny temu, że chcesz żyć, że chcesz żyć inaczej niż Ci każą, winny tego, że nie chcesz pozwolić, by Cię dalej niszczyli
Zabijamy się każdego dnia widelcem i łyżką. Takie jest powiedzenie. Szczególnie gdy jjemy źle. Biblia przedstawia diety, które zapewniają długie życie. Czyli dieta kapłańska (z dużą ilością tłuszczu a przez to energii, bo kiedyś kapłan to był rycerz, dziś znana jako dieta Kwaśniewskiego) oraz dieta dla ludu czyli oparta na kurczakach i skrobiach (ziemniaki, pieczywo i w zasadzie ryż chociaż to nie skrobia, ale węglowodany). Nie powinno się jeść słodyczy. A ja pisałem nie raz, że słodycze podaje się niepełnosprawnym. Po co? By wyniszczyć do końca. Trudno może zrozumieć to co ja tutaj piszę, gdyż prawda jest w dość wąski spektrum. Musisz uważać czym Cię częstują. Nie jedz tego, co Ci szkodzi. Żydzi mnie odchudzili w pół roku. Katolicy utuczyli w 4 lata. Potem znów kazali brać leki, przez które przytyłem, teraz chudnę dzięki innym katolikom, którzy mnie nauczyli jak nazwijmy to pościć. Czyli musisz myśleć co robisz, gdyż jedni katolicy mogą celowo Cię niszczyć, inni pomagać. To NIE JEST TAK, ŻE KAŻDY KATOLIK CI POMOŻE, BO JEST KATOLIKIEM. Nie możesz przestawać być CZUJNYM. Tam są dobrzy i źli ludzie. 90% jest dobra w moim odczuciu, ale są też wilki w owczej skórze
Moje podejście i to czym odróżnia mnie od np księdza to takie, że ja uważam, że księża wiedzą, że są wilki w owczej skórze, ale ja stawiam tezę (nie mogę tego udowodnić, podobnie jak ksiądz nie jest w stanie udowodnić, ze tak nie jest), że księża odnajdują te wilki i z NIMI WSPÓŁPRACUJĄ. Zapewne nie wszyscy, bo nie każdy jest takim… Złym człowiekiem. Ale ja zakładam, że są tacy. To jest moje przesłanie – ja Ci pokazuje na co musisz uważać. To są bardzo drobne różnice. Delikatne wręcz. Jeśli jesteś młodym człowiekiem, uważaj zatem na to co robisz, od kogo się uczysz. Czasem (stawiam tezę) ksiądz może za zapłatę uczyć Cię dobrze jak żyć. A jeśli nie zapłacisz mu, to może nasłać na Ciebie wilka w owczej skórze, który nauczy Cię jak źle się odżywiać, jak źle reagować na stres, jak źle się wyrażać itp itd. Mnie nauczyli pluć, ale były osoby, które mi doradzały dobrze. Musisz uważać i dobierać sobie nawet wśród katolików przyjaciół dobrze. I teraz zobacz o co tu chodzi. Człowiek z dobrego domu, dobre stopnie, nauczyli mnie pluć, parę razy splunąłem przy katolikach i już Cię mają za oprycha. To takie postrzeganie jest. Nie umieją postrzegać Cię przez pryzmat tego, co masz w głowie, przez pryzmat Twoje pracy, tego co umiesz, tylko jak się zachowujesz i czy lubi Cię ksiądz. Ja wolę żyć w świecie, którym lepsze życie ma ten, kto ma rezultaty, a nie ten kogo ksiądz uważa za lepszego katolika
Mnie ksiądz nazwał tchórzem, Żydzi nauczyli się bić na naprawdę dobrym poziomie. Nauczyli posługiwania się bronią. Czyli Żyd pomagał, ksiądz nazywał nieudacznikiem. Potem katolicy chcieli bym im załatwił pracę. Zaraz, to w końcu jestem nieudacznikiem, czy chcecie u mnie pracować? Jest takie powiedzenie – pracuj tak długo i tak ciężko, aż Twoi wrogowie zapytają czy mogliby u Ciebie pracować. Na tym polega moja filozofia życiowa – na pracy. Pracować jak najciężej, by były tego efekty. U katolików widzę ciągły płacz, że nie mają tego, tamtego. Ja uważam, że należy się wziąć za robotę i do wszystkiego można dojść, gdyż świat jest dobry. Moim zdaniem katolicy mają wartości lekko odmienne od świata, który się zmienia znacznie szybciej niż kościół. Kościół nie nadąża za zmianami świata. Sam świat nie nadąża i Ci, którzy są motorami wszelkich zmian. Trudno. Trzeba próbować się w tym odnaleźć. Ci, którzy mają problemy z adaptacją uciekają do Kościoła. Ale tam też może ich spotkać coś złego, nie zawsze jest to bezpieczne miejsce, co chcę przedstawić między innymi na tym blogu/forum. W moim odczuciu tylko próbowanie wyprzedzenia zmian poprzez naukę jest bardziej bezpieczne niż uciekanie do kościoła, który próbuje zabrać tym, którzy napędzają zmiany (dość szlachetne) i dać tym, którzy w wyścigu nie biorą udziału (nie powinno się tak robić, jeśli już, to dać tym, który próbują biec w wyścigu, ale potrzebują gotówki na dalszy rozwój, by mieć szansę konkurować z motorniczymi zmian)
A jak ktoś nie da katolikowi to zły i należy go zniszczyć w każdy możliwy sposób, np podkładając mu rurę z plutonem. To trzeba być szalonym. Ja rozumiem, że niektórym jest ciężej, ale aby poprawić swój los trzeba uczyć się i pracować. Obrać cel i dążyć do niego. Jeśli coś się wydarzyło i cel nie może zostać osiągnięty należy obrać inny cel. Ale cel życiowy do osiągnięcie nie do zniszczenia. Nie niszczyć kogoś, bo mu się udaje, bo ciężko pracował
Ja stawiam tezy, nie chcę robić nie po drodze. Chcę BUDOWAĆ swoje organizacje w tym fundacje, potem może działać w pewnej grupie. Z katolikami tymi uczciwymi zapewne też będziemy współpracować. Ważne, by potrafili na podstawie tego co piszę w swoich szeregach wypatrzeć tych złych. Ja im tylko w tym pomagam, a Tobie czytelniku – młody człowieku, do którego kieruje moje ostrzeżenia przypominam. Uważaj. Patrz komu ufasz. Stąpasz po cienkim lodzie (jak moim zdaniem Jezus). Jeden fałszywy ruch i lądujesz w wodzie jak Piotr. Pytanie czy znajdzie się ktoś kto Cię wyciągnie na łódkę. Nie ufaj wszystkim z Twojego grona nawet katolickiego. Lepiej mieć kilku przyjaciół niż wielu. Ja miałem bardzo wielu i niestety… W tamtych czasach okazało się to niszczycielskie. Teraz jest lepiej. Mniejsza bieda, mniejsza zawiść, więcej możliwości, więcej osób łamiących prawo zostało odseparowanych od reszty społeczeństwa. To wszystko wpływa na poprawę bezpieczeństwa. Mimo to uważaj
Kościół ma to do siebie, że wspiera tych, którzy są mu wierni. Nie musisz być dobry w tym co robisz, tylko mierny bierny, ale wierny. Np ojtuś. Ojtuś został finansistą po szkole, która nie była z tym związana. Raczej nie wykazywał umiejętności w obszarze liczb. Umiał jednak jak przystało na katolika poruszać się między ludźmi. Umiał ładnie mówić. I tak wciskał ludziom „pewne” inwestycje w portfele, fundusze, także akcyjne tuż przed wybuchem kryzysu. Oczywiście nauczycielki były zachwycone ojtusiem, w końcu taki zdolniacha. Osoby, które były na prawdę zdolne, były spychane na dalszy plan, wręcz czuły się gorsze, bo były lepsze od ojtusia. Ale ojtuś to był ulubieniec księżula. Oni takich lubią. Wyszukują zdolnych leniwych i obwiniają Tuska o to, że się tym zdolniachom nie udało, potem załatwiają im dobrą pracę. Co kogo obchodzi, że masa ludzi straciła przez takich jak ojtuś masę pieniędzy, ważne że księżulo stwierdził, że on jest specem. W ten właśnie sposób kościół decyduje kto ma kwalifikacje a kto nie, kto ma zarabiać, a kto nie. Ja tego nie popieram. Ja uważam, że wolny rynek powinien wspierać osoby, które są dobre w tym co robią, a nie pupilka księdza
-
AutorWpisy
- Musisz się zalogować, żeby odpowiedzieć w tym temacie.